Alicja Żak powolnym krokiem podeszła do oświetłonego przez latarnię kręgu. Stanęła koło niej i spojrzała na kwarcowy zegarek marki CASIO. 20:15.
Widział ją na tle latarni. W jej bladoniebieskim świetle wyraźnie odcinały się włosy dziewczyny. Blond. Prawie do pasa. Proste. Obcisłe jeansy siegające połowy łydek. Buty na kilkucentymetrowym obcasie. Twarz skryta w cieniu kaptura, który miał chronić przed zimnym, jesiennym wiatrem. Granatowa kurtka. Nie wygladała na 17 lat, dałby jej minimum 20.
Alicja rozejrzała się. Nigdzie ani śladu chłopaka, z którym się umówiła. Przebiegła w pamięci cechy charakterystyczne. Krótkie włosy, wysoki, ciemny brunet. Szczupły i wysportowany. Niebieskie oczy. Przawie jej ideał.
Jeszcze raz upewnił się czy to właściwa osoba. Spojrzał na wydruk z komputera, porównał zdjęcie z tym co mógł zobaczyć tutaj. To prawie na pewno ona, choć nie widział dokładnie. Rozpiął kurtkę i spokojnym krokiem zaczał iść w jej kierunku.
Odwróciła się gdy usłyszała za sobą kroki. Dość długo patrzyła się na światło, dlatego jedyne co widziała to przysadzista sylwetka jakiegoś mężczyzny średniego wzrostu. To nie on. Zrezygnowana odróciła nieco głowę i spojrzała ponownie w stronę światła. Nikogo nie widać. Ponownie zerknęła na zegarek. Była godzina...
Gdy był o metr od niej odwróciła się do niego plecami. Zignorowała go. Straciła szansę. Sięgnął pod szarą zamszową kurtkę.
Alicja nie zdołała przyswoić sobie która godzina. Poczuła nagle otulającą ją ciemność, zimną i wrogą. Chwilę później już leżała na chodniku zaś mężczyzna stojący nad nią sięgał po jej zegarek. Zdjął go. Była godzina 20:27. Zerwał jej z szyi wisiorek z piorunem, po czym schował ciężką pałkę spowrotem pod kurtkę. Już odchodząc stanął nad nią i odcisnął jej na twarzy podeszwę swego buta. Usłyszał delikatny trzask łamagej chrząstki nosowej, chwilę później pękła też kość policzkowa. Szybkim krokiem ruszył do samochodu.
Po drodze zatrzymał się raz. Małe osiedle, dostatecznie daleko od Centrum. Duży osiedlowy kontener ze śmieciami czule pochłonął jego rękawiczki, pałkę oraz to co zabrał Alicji. Chwilę później, nie zwracając na siebie niczyjej uwagi wsiadł do samochodu i ruszył. Bez pisku opon. Wybiła godzina 21:00
Wszedł do mieszkania, zapalił światło. Kopnięcięm pięty zatrzasnął drzwi, ręką przekręcił zasuwkę. Ruszył do łazienki, gdzie rozebrał się, umył zęby i wiął prysznic. Ogolił dokładnie twarz. Przyjrzał się w lustrze swej 173 cm sylwetce, z lekką nadwagą i przerzedzonymi już włosami. 30 lat na karku, nie to co 10 lat temu.
Wszedł do pokoju, usiadł przed komputerem. przycisnął klawisz ENTER. Pojawił się ekran XScreenSavera zapraszający do podania hasła. Potwierdził swą tożsamość i na jego pulpicie ukazała się przeglądarka Konqueror. Strona startowa - jeden z większych polskich serwisów chatu. Chwilę później wysoki, wysportowany, dwudzuiestoczteroletni brunet umawiał się z kolejną dziewczyną na spotkanie. Jutro wieczorem. Przed kinem.
Paweł uśmiechnął się. To dobre dni. Z nim samym nigdy żadna się nie chciała umówić. Za to - wysocy, bruneci lub blondyni, wysportowana sylwetka - to ich marzenie. Płytkie istoty, co nie patrzą wgłąb. Niech mają miłą śmierć.
