Opisane wydarzenia mają miejsce jakoś po odcinku 03x01.
Tekst napisany rok temu, wieczorem, 03.12.2007 w "Jazz Cafe" w Łomiankach przy piwie Guiness i soczystym steku.
Doktor Spencer Reid wpadł do domu. Teczka – na sofę. Kopnięciem zamknął drzwi. Rzut oka na zegarek. Została godzina. Powinien zdążyć. Skierował szybkie kroki w stronę lodówki, jednocześnie odgarniając niesforny kosmyk włosów znad oczu. Wyjął duży, krwisty kawałek mięsa i zaczął go pieczołowicie nacierać mieszanką przypraw, której zawsze używała jego mama. Skończył ze stekiem, wrzucił frytki do mikrofali. Wyjął wino, nastawił wodę na kawę. Zajrzał do lodówki. Jest lód. Przygotował i rozgrzał patelnię.
Dzwonek u drzwi. Reid zakręcił się na pięcie, mało nie wyciągając się jak długi przy okazji. W drzwiach stała wysoka blondynka z prostymi włosami. Jennifer Jareau.
- Umm, witaj. Wejdź.
- Dziękuję za zaproszenie. - Powiedziała JJ wchodząc. - Pozostałych jeszcze nie ma?
- Pozostałych... zaprosiłem tylko ciebie. - Doktor Reid miał wyraźne problemy z płynnym mówieniem, gdy przebywał w obecności kobiet.
- Och... Tak... Rozumiem. - JJ uśmiechnęła się.
Reid zaprowadził ją do stołu.
- Napijesz się czegoś? Sok, wino, kawa?
- Kawa może być, dziękuję.
- Juuuż podaję. Usiądź, zaraz przyniosę.
Dziewczyna patrzyła, jak Reid uwija się w kuchni. Na patelnię wrzucił płaty mięsa, wyjął frytki.
- Świetnie pachnie. - Zauważyła JJ. - Co to takiego?
- Steki. Według przepisu mojej mamy.
Nie znała go takim... Nikt nie znał go takim. “Chłopak bardzo się zmienił od wypadku na farmie i od odejścia Gideona” - pomyślała. “Do tego teraz śmierć jego matki”. Uświadomiła sobie, że tak naprawdę nikt poza Jasonem Gideonem nie znał tego młodego geniusza.
Chwilę później na stole pojawił się półmisek z parującym, krwistym stekiem i frytki. Dzbanek z kawą, białe wino. Naczynia i sztućce. “On się naprawdę zmienił.”
Usiedli przy stole, rozluźniająca rozmowa potoczyła się bardziej gładko. Wspominali początek swojej pracy w BAU, w końcu oczywiście zeszli na temat byłego szefa.
- Jak tak o nim rozmawiamy, czuję jakby był z nami, w tym pokoju.
- Wiesz, że 78% wykształconych osób przyznaje się, że wyczuwa obecność zmarłych bliskich sobie osób. Zabawne, jak nieracjonalny może być umysł człowieka, który na co dzień posługuje się nim bez zarzutu. - Reid spojrzał w oczy JJ.
- Taaak, pewnie masz rację. Więc, co robiłeś ostatnio? Nie widziałam cię u nas.
- Wiesz, miałem trochę spraw do uporządkowania, po śmierci mamy. Nie zdawałem sobie sprawy ile dla mnie znaczyła. Ale... Ponad połowa dorosłych Amerykanów, mimo że mieszka sama, odwiedza rodziców co najmniej dwa razy do roku. W Europie ta liczba sięga...
- Reid, rozumiem, że jest ci ciężko. Ale może jesteś w stanie powiedzieć, kiedy wrócisz? Potrzebujemy cię – zawsze potrzebowaliśmy – ale teraz, gdy dodatkowo Hotch nie odzywa się od tygodnia... Ja muszę być na miejscu, Morgan sam z Elle sobie nie radzi.
- Morgan nigdy sobie nie radził. Nigdy nie był w stanie pojąć różnicy pomiędzy przestępstwem popełnionym pod wpływem psychozy a seryjnym. Musisz zdawać sobie sprawę, że gdyby to on kierował BAU, do tej pory nie rozwiązalibyśmy żadnej sprawy, a wszyscy aresztowani byliby niewinni. Wiesz o tym, praw...
- Reid, nie wiem o czym mówisz. Morgan wykonuje swoje obowiązki dobrze, Gideon zawsze był z niego zadowolony, Hotch też. - Tym słowom odpowiedziało tylko pogardliwe parsknięcie Reida. - Wiesz, naprawdę muszę już chyba iść. Nie chcę sprawiać więcej kłopotów i w ogóle... - Jennifer Jareau była wyraźnie zakłopotana. Naprawdę, nie znała takiego Reida. - Dziękuję za zaproszenie i obiad. - Skierowała się do drzwi zostawiając doktora samego przy stole.
Reid wstał, zostawił naczynia na stole i udał się do sąsiedniego pokoju. Komputer, kilka zdjęć przyczepionych do ścian pinezkami. Masa wycinków prasowych. Odsunął rustykalny fotel, na którym zwykła siadać jego mama i który był jedynym, poza fortepianem, co mu po niej pozostało.
Otworzył klapę w podłodze koło lodówki i zszedł na dół, do spiżarni. Jego ciałem wstrząsnął dreszcz zimna. Podszedł do dużego stołu przy ścianie, zapalił silną lampę. Podniósł sporych rozmiarów tasak i zaczął metodycznie kroić długi, gruby kawał mięsa. Ludzka kość udowa jest jedną z najbardziej wytrzymałych, ale i ona w końcu ustąpiła pod naporem stalowego ostrza.
- Hotcha też już więcej nie zobaczysz, JJ. - Mruknął do siebie doktor Reid.

0 comments:
Prześlij komentarz