16 gru 2009

rozmowa z ZUSem

Dziś zostałem na blipie zagadnięty przez ^zus. Zaczęło się niewinnie...
O, tak: http://blip.pl/dm/26910836. Naprawdę miło...

Żeby się lepiej czytało, wrzucam to tutaj.
Można też użyć blipFiltra do prześledzenia wiadomości między mną z ZUSem: http://blipfiltr.codingslut.com/blip/kender/dm/zus/

A oto dyskusja. Przypisy - moje...

zus: Po zdjęciu poznaję, że Pan jeszcze młody. Jak lata przyjdą, trzeba będzie starać się o rentę, to zapewne zmieni Pan zdanie. no jakże mi miło. kilka filtrów w  gimpie i już młody.
ja: Och, a a propos czego to? I skąd stwierdzenie, że będę się starać o rentę?
ja: Oraz skąd wniosek, że na starość zostanę złodziejem? Czuję się tym osobiście urażony, Drogi ZUSie (naprawdę drogi, sic!)
zus: Ależ proszę powstrzymać emocje. Po prostu młodzi nie rozumieją do czego służy ZUS, bo nie jest im do niczego potrzebny...
zus: ...ale starsi zaczynają to rozumieć, kiedy przychodzą choroby i nie można pracować. I wtedy właśnie przychodzi się do ZUS
ja: Ależ ja doskonale rozumiem. Rozumiem też, że równie dobrze mógłbym SWOJE pieniądze trzymać pod poduszką i na starość wydać, czyż nie?
ja: ZUS, z tego co mi wiadomo, nie *produkuje* pieniędzy. Oraz ma mniejsze stopy zwrotu inwestycji niż, dajmy na to, zwykła lokata bankowa. Czy się mylę?
zus: Oj to dopiero wtedy poczułby Pan ile kosztuje "prywatne ubezpieczenie". Ile by Pan musiał uzbierać pod tą poduszką, żeby starczyło Panu na lata życia? właśnie, zastanówmy się, ile...
ja: załóżmy, że miesięcznie oddaję do ZUSu 1000zł. Bezpieczne założenie, czyż nie?
zus: ZUS nie ma żadnych stóp zwrotu z inwestycji, bo nie został powołany do inwestowania... szkoda...
ja: rocznie: 12k pln. Pracuję od, bezpiecznie zakładając, 25 roku życia do 60. 35 lat razy 12k pln = 420 tysięcy
ja: po tym 60 roku pożyję sobie, powiedzmy, do 80-ki. czyli, 20 lat. czyli, 21 tysięcy rocznie. czyli 1750zł miesięcznie.
ja: to przy założeniu, że odkładam sobie sam te pieniądze i trzymam je na rachunku niwelującym inflację. I że przestaję pracować w wieku 20 lat.
ja: ZUS mi tego nie zagwarantuje, prawda? W szczególności tego, że *nie ulegnie zmianie* moment przejścia na emeryturę
zus: Kłopot w tym drogi Panie, że ZUS to nie tylko emerytura. Przez całe życie pobiera pan z ZUS także zasiłki, renty itp. tu mi dowalił
zus: Ale Pan tego jeszcze nie wie, bo każdemu młodemu wydaje się, że będzie zawsze piękny i zdrowy no ba! ja miałbym nie być piękny?
ja: do tego - jeśli moje pieniądze idą do ZUSu, ja umieram w rok po przejściu na emeryturę, to czy te moje pieniądze podlegają postępowaniu spadkowemu?
ja: "Przez całe życie pobieram"? o.O Nie pobrałem jak dotąd ani grosza, naprawdę.
zus: A słyszał pan o rencie rodzinnej? Pańska żona i dzieci mogą dostawać świadczenie z pańskich składek... moja żona i dzieci też płacą/będą płacić...
ja: ja nie pytam o rentę, ja pytam o odłożone przeze mnie pieniądze i postępowanie spadkowe
ja: czy na przykład mogę zdecydować, żeby trafiły one nie do żony, a do kochanki? Chyba nie...
zus: Widzę, że lubi się pan zadowalać plotkami, zamiast spróbować zdobyć rzetelną wiedzę na temat systemu ubezpieczeniowego
ja: Wobec tego proszę mnie oświecić. Podać podstawę prawną. Bo rozumiem, że pieniądze, które wpłaciłem przez okres pracy są w jakiś sposób kontrolowane
zus: System jest znacznie bardziej skomplikowany, niż jest to w stanie pojąć większość tzw. internetowych publicystów blogerzy - jesteście głupi
ja: i, w przypadku mojej śmierci, zostaną *zwrócone* spadkobiercom w kwocie wpłat powiększonej o wskaźnik inflacji
zus: A dlaczego mają być zwracane? Czy jak pan ubezpiecza mieszkanie i pożaru nie ma, to PZU zwraca Panu składkę?
ja: Nie. Ale 1) nie dyskutujemy o porównaniu różnych ubezpieczeń, tylko o porównaniu ubezp. w ZUS z trzymaniem pieniędzy pod poduszką
ja: 2) ubezpieczenie od pożaru NIE JEST obowiązkowe
ja: 3) jeśli ubezpieczam się od pożaru na, na przykład, okres 2 lat i wybuchnie pożar, to dostanę pieniądze.
zus: W ZUS ubezpiecza się pan od pewnego rodzaju ryzyka (a nawet kilku) które jest kwestią społeczną - proszę zajrzeć na mój blog
ja: jeśli zostanie podniesiony wiek emerytalny, to pomimo ubezpieczenia mogę nie dostać pieniędzy
zus: Pańskie mieszkanie jest pańską sprawą, ale pańska starość, czy choroba jest problemem społecznym biedne społeczeństwo. myślę jednak, że mieszkanie jest w takim samym stopniu problemem społecznym
ja: co jest zmianą treści umowy (bo przecież się ubezpieczam, więc umowa jakaś jest) w trakcie jej trwania.
ja: O Mój Boże. "Problemem Społecznym"? To raczej Pański pracodawca jest problemem społecznym.
zus: Ale o czym Pan mówi? Czy zmiana wieku emerytalnego ma wejść w życie już w przyszły poniedziałek?
zus: Drogi Panie, miałem nadzieję sprowokować pana do myślenia, ale skoro jest pan odporny - to życzę dużo zdrowia i się pożegnam
ja: proszę mi powiedzieć, kiedy miała miejsce ostatnia zmiana przepisów dotyczących wieku emerytalnego.
ja: Do tego nie musi Pan nawet myśleć, więc powinno się udać... jakoś...


Kurtyna.

4 comments:

j pisze...

akcja była przepiękna a rzecznik pokazał w działaniu jak robi się zły PR "firmie". Śledziłem to na bieżąco i przyznać muszę, że z takim idiotyzmem nie spotkałem się dawno, mydlenie oczy wyświechtanymi zwrotami "skomplikowane/trudne" a na koniec słabo kamuflowana pogarda dla rozmówcy (ze strony zus'u oczywiście). Zapis tej rozmowy wchodzi do kanonu sytuacji z typu "Robisz to źle" drogi ZUSie.
pozdrawiam

migawki (blip) pisze...

ha,moja mam pobierała najpierw rente, potem emeryture, znam to w praktyce. Zgrozamnie przejmuje fakt, ze kiedys ja bede na ich łasce.
a poza tym, fajny blog! zostane na dluzej, a co mi tam..

Anonimowy pisze...

trochę zbyt lekko potraktowany temat. Ja też nie liczę na emeryturę z ZUS. Ale system nie jest przecież dla nas młodych (czy w miarę młodych), tylko dla tych którzy dziś przechodzą na emeryturę i są jedna trzecią elektoratu, także na nich płacimy nasze składki, dlatego nie są inwestowane. Ja jednak nie wierzę w POlaków. MOże niektórzy są w stanie sami zatroszczyć się o własną przyszłoścni uzbierać inwestując kase na życie po 60-ce. Ale większośc żyje dniem dzisiejszym i tego nie zrobi. A wtedy bez ZUS byłby krzyk i zgrzytanie zębami, bo przecież państwo musi się zatroszczyć o nas wszytskich. I wiecie, jak się zatroszczy? Ściągnie kasę z podatkow tych, którzy przez lata inwestowali we własną przyszłośc. Stracimy i tak. Wolę dlatego rozwiązanie z ZUS. TYlko żeby przywileje emerytalne odebrać co poniektórym, KRUS zlikwidować i system się wreszcie trochę zrównoważy.

Kender pisze...

Ja też nie wierzę, że wszyscy by odkładali. I wiesz co? I się cieszę z tego.
Wcale "państwo" nie musi się troszczyć o "wszystkich", którzy nie odłożą sobie na starość. Dziś "państwo" nie funduje mi wakacji na Majorce, pływania w Morzu Arktycznym, czy wyprawy na Mt. McKinley.
Państwo nie jest od tego, aby się "troszczyć". Godząc się na troskę państwa ludzie godzą się na władzę urzędnika nad nimi - na to, że w pewnym momencie urzędnik powie "temu panu nie zapłacimy, bo nie".

Niegospodarność ZUS-u to jest jedno. Ale to nie jest przyczyna problemu, tylko naturalny skutek, całkowicie prawidłowo działającego systemu. Przymusowe zabieranie składek, decydowanie post factum o tym, w jakim wieku należy Ci się emerytura... to po pierwsze jest bezprawne, po drugie - nie ma prawa działać inaczej, niż działa teraz (czyli źle). Bo Takie Są Założenia Systemu. Bo w tym systemie to pasożyt, urzędnik ma władzę nad człowiekiem, który pracuje, nie odwrotnie.

Jeśli ktoś jest niegospodarny, głupi, albo po prostu ma pecha - nie wyjeżdża na odjazdowe wakacje, nie buduje sobie willi z basenem ani nie mieszka w najlepszym hotelu. Jeśli będzie tak postępował, na starość powinien mieć ciężko - być może wspomoże go prywatna dobroczynność, a może po prostu wychowa dzieci tak, że wtedy one go będą utrzymywać (znaczy - nie będzie taki głupi...). A jeśli nie - przejedzie się, co będzie dla społeczeństwa miało moc uzdrowicielską, na zasadzie przykładu i selekcji.

To, że pan X czy pani Y nie mają emerytury, nie mają za co się utrzymać, bo zamiast oszczędzać na starość całą kasę wydawali na wódę, fajki, imprezy czy ratowanie fok, to nie jest problem mój. Ani "społeczeństwa". To jest problem X-a, Y-czki, być może ich rodzin i tych fok, których nikt poza nimi nie ratował. Ale dla społeczeństwa, zamiast być to problemem, jest pożytkiem - być może w następnym pokoleniu będzie mniej Xów i Ygreczek.